Hyundai Kona 2025 to ciekawy przypadek: z jednej strony wygląda jak stylowy miejski SUV, z drugiej ma kilka cech, które realnie pomagają poza asfaltem. W praktyce najważniejsze są tu przestrzeń, sensowny wybór napędów, wyposażenie od pierwszej wersji i to, czy auto nie udaje terenówki tylko dlatego, że siedzi wyżej. Poniżej rozkładam ten model na praktyczne elementy: od wnętrza i silników po ceny, wersje i to, jak sprawdza się w polskich warunkach.
Kona 2025 jest większa i lepiej wyposażona, niż sugeruje jej miejski format
- 466 litrów bagażnika i 2660 mm rozstawu osi stawiają ją wysoko w klasie B-SUV.
- W polskim cenniku rocznika 2025 ceny zaczynały się od 93 900 zł w promocji, a najmocniejsze wersje 4WD dochodziły do 153 400 zł.
- Prześwit wynosi 160-170 mm, więc na szuter i dziurawe dojazdy wystarczy, ale to nadal nie jest terenówka.
- Najrozsądniejszy kompromis to zwykle Executive, bo dodaje ważne elementy komfortu i bezpieczeństwa bez skoku w cenę jak w Platinum.
- Jeśli patrzysz szerzej na gamę, Kona występuje też jako Hybrid i Electric, ale to już osobna kalkulacja budżetu.
Co w tej Kone zmieniło się najbardziej
Patrzę na ten model przede wszystkim jak na dojrzalszego crossovera, a nie tylko lift poprzednika. Nadwozie urosło do 4350 mm długości i 2660 mm rozstawu osi, a to w codziennym użytkowaniu czuć bardziej niż same zdjęcia z katalogu. Auto nadal wygląda nowocześnie, ale już nie jak lekki miejski gadżet - ma w sobie więcej masy wizualnej i lepszą prezencję na drodze.
To ważne, bo w segmencie B-SUV kupujący bardzo szybko rozpoznają, które auto zostało zaprojektowane pod styl, a które naprawdę ma sens w praktyce. W Kone widać jedno i drugie, ale bez przesady: to nadal samochód miejski, tylko lepiej skrojony do codziennego życia. I właśnie dlatego warto zaraz sprawdzić wnętrze, bo tam wychodzą najmocniejsze argumenty.

Wnętrze i praktyczność na co dzień
W tej klasie lubię patrzeć nie na obietnice, tylko na liczby. Kona daje 466 l bagażnika według VDA, a po złożeniu oparć można dojść do 1300 l. Z tyłu jest też 970 mm miejsca na nogi, więc dwie dorosłe osoby nie będą narzekały przy krótszych i średnich trasach.
Są jednak dwa praktyczne haczyki, które warto znać przed jazdą próbną. Po pierwsze, panoramiczny dach obniża przestrzeń nad głową: z przodu z 1015 do 974 mm, a z tyłu do 972 mm, więc wyższe osoby powinny to sprawdzić w salonie. Po drugie, wersje z większymi felgami wyglądają lepiej, ale na dziurach robią się mniej komfortowe i zwykle generują wyższe koszty opon. Ja traktuję to jako klasyczny kompromis styl kontra wygoda.
- Przód jest dobrze uporządkowany i nie przytłacza nadmiarem przycisków.
- Dwustrefowa klimatyzacja pojawia się od wersji Executive, więc w praktyce ma sens dla kogoś, kto jeździ z rodziną.
- USB-C z przodu i z tyłu to dziś drobiazg, ale bardzo odczuwalny na co dzień.
- Przygotowanie pod hak otwiera drogę do lekkiej przyczepy lub bagażnika rowerowego.
To prowadzi do kolejnego pytania: skoro wnętrze broni się sensownie, to jaki napęd naprawdę pasuje do tej budy i czy 4x4 ma tu cokolwiek wspólnego z terenówką.
Silniki i napęd bez marketingowej mgły
W roczniku 2025 gama benzynowa jest prosta, co akurat uważam za zaletę. Podstawą jest 1.0 T-GDI 100 KM z manualem i napędem na przód, dalej wchodzą 1.6 T-GDI 138 KM w wersji manualnej lub z automatem 7DCT, a na szczycie stoi 1.6 T-GDI 170 KM z 7DCT i napędem 4WD. DCT oznacza skrzynię dwusprzęgłową, czyli automat, który zmienia biegi szybko i bez typowego dla klasycznego hydrokinetyka wrażenia „poślizgu”.
| Silnik | Moc | Napęd i skrzynia | 0-100 km/h | Zużycie paliwa WLTP |
|---|---|---|---|---|
| 1.0 T-GDI | 100 KM | 2WD, 6MT | 13,3 s | 5,7-6,0 l/100 km |
| 1.6 T-GDI | 138 KM | 2WD, 6MT | 10,2 s | 6,2-6,7 l/100 km |
| 1.6 T-GDI | 138 KM | 2WD, 7DCT | 9,5 s | 6,2-6,5 l/100 km |
| 1.6 T-GDI | 170 KM | 4WD, 7DCT | 8,8 s | 6,7-7,2 l/100 km |
To są wartości homologacyjne, więc w codziennej jeździe różnice zrobią opony, ruch miejski i tempo jazdy. Sam jednak widzę tu wyraźnie jedno: 4WD daje spokój, ale nie zmienia charakteru auta w terenowy. W tym układzie najważniejsze jest nie to, że dobrze wygląda w folderze, tylko że naprawdę poprawia trakcję, kiedy nawierzchnia robi się śliska.
Na asfalt i lekki szuter
Jeżeli ktoś pyta mnie wprost, czy Kona nadaje się w teren, odpowiadam bez ozdobników: na lekki szuter tak, na prawdziwy off-road nie. Prześwit wynosi 160 mm w Smart i 170 mm w Executive oraz Platinum, więc krawężniki, strome podjazdy na działkę czy nieutwardzony parking nie są problemem. Problem zaczyna się tam, gdzie w grę wchodzą głębokie koleiny, błoto, kamienie i brak utwardzonej drogi.
W praktyce ta różnica ma znaczenie. Jeśli szukasz samochodu na zimę, gorsze dojazdy i rodzinne wypady poza miasto, 4WD w mocniejszej benzynie ma sens. Jeśli jednak chcesz auta do regularnej jazdy w trudnym terenie, lepiej od razu patrzeć na większe SUV-y albo klasyczne konstrukcje terenowe. Kona nie udaje czegoś, czym nie jest, i właśnie dlatego oceniam ją dość uczciwie.
- Śnieg i mokra nawierzchnia to jej naturalne środowisko, szczególnie z 4WD.
- Szuter i nieutwardzone dojazdy są w zasięgu bez dramatów.
- Błoto, głębokie koleiny i strome zjazdy wyraźnie wychodzą poza jej zakres.
- Masa przyczepy z hamulcem sięga od 1210 do 1310 kg, więc do lekkich zadań użytkowych też się nada.
Skoro wiadomo już, gdzie kończą się jej terenowe ambicje, pora przejść do tego, co w salonie zwykle decyduje o wyborze: wyposażenia i tego, ile trzeba dopłacić za wygodę.
Które wersje wyposażenia mają najwięcej sensu
W Kone nie ma sensu patrzeć wyłącznie na nazwę wersji, bo to właśnie wyposażenie robi tu największą różnicę. Smart jest zaskakująco sensowne jak na bazę: ma 12,3-calowy ekran, kamerę cofania, czujniki przód i tył, LED-y i LFA, czyli podążanie na pasie ruchu. Dla kierowcy miejskiego to już nie jest „goła” wersja.
Ja jednak najczęściej celowałbym w Executive, bo to punkt, w którym komfort zaczyna naprawdę bronić ceny. Dostajesz dwustrefową klimatyzację, podgrzewane fotele i kierownicę, większy zestaw zegarów, ładowarkę bezprzewodową, lusterka składane elektrycznie oraz asystenta martwego pola z ruchem poprzecznym. Dla kogoś, kto jeździ codziennie, to jest różnica odczuwalna po tygodniu, nie tylko przy odbiorze auta.
| Wersja | Najważniejsze atuty | Najlepsza dla |
|---|---|---|
| Smart | Ekran 12,3", kamera, czujniki, LED-y, manualna klima | Budżetowego startu i jazdy głównie po mieście |
| Executive | Dwustrefowa klima, podgrzewane fotele, podgrzewana kierownica, BCA/RCCA, ładowarka bezprzewodowa | Najbardziej zbalansowanego wyboru |
| Platinum | Reflektory LED projekcyjne, 18-calowe felgi, skóra, 360°, BVM, BOSE, elektryczne fotele | Kogoś, kto chce maksimum wygody i parkowania bez stresu |
| N Line | Sportowe akcenty, wyraźnie mocniejszy wygląd | Osób, które bardziej kupują styl niż terenowy charakter |
Platinum jest już bliżej pełnego doposażenia, ale tu wchodzi pytanie o rozsądek budżetowy. Jeśli nie potrzebujesz 360-stopniowej kamery, BOSE i elektrycznych foteli, dopłata zaczyna rosnąć szybciej niż realna korzyść. Z mojego punktu widzenia Executive najczęściej wygrywa stosunkiem ceny do tego, co faktycznie daje w codziennym użyciu.
Ile to kosztuje i kiedy cena jest naprawdę uczciwa
W polskim cenniku rocznika 2025 Kona startowała od 93 900 zł w promocji dla Smart z silnikiem 1.0 T-GDI, a najtańszy egzemplarz bez rabatu kosztował 115 900 zł. Executive z 1.0 T-GDI zaczynało się od 103 400 zł promocyjnie, a mocniejsze odmiany 1.6 T-GDI dochodziły do 148 400-153 400 zł w zależności od wersji i napędu. To ważne, bo Kona nie jest tania „z natury” - jest tania tylko wtedy, gdy wybierzesz rozsądnie wyposażoną konfigurację.
- 1.0 T-GDI ma sens, jeśli auto ma głównie jeździć po mieście i na krótszych trasach.
- 1.6 T-GDI 7DCT to najprzyjemniejszy kompromis między dynamiką a komfortem.
- 4WD warto dopłacić tylko wtedy, gdy naprawdę wykorzystasz trakcję zimą albo poza asfaltem.
- Kona Hybrid startuje od 116 400 zł i oferuje 138 KM oraz zużycie paliwa na poziomie 4,6-4,8 l/100 km w cyklu mieszanym.
- Kona Electric startuje od 130 900 zł, deklaruje do 510 km zasięgu na felgach 17 cali i potrzebuje około 39 min na ładowanie 10-80% przy DC 100 kW.
Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć przy pierwszym zachwycie: w cenniku dla rocznika 2025 zaznaczono, że auta są dostępne tylko w wybranych konfiguracjach. Innymi słowy, to nie jest zakup „z katalogu od zera”, tylko raczej wybór spośród gotowych lub ograniczonych wariantów. W praktyce warto więc patrzeć nie tylko na konfigurator, ale też na realną dostępność u dealera.
Jeśli miałbym wskazać praktyczny próg opłacalności, to powiedziałbym tak: Smart ma sens dla oszczędnych, Executive dla większości kierowców, a Platinum i N Line dla tych, którzy naprawdę wiedzą, za co dopłacają. Zostaje jeszcze jedna rzecz, która potrafi przechylić szalę przy zakupie nowego auta, czyli gwarancja i to, co z niej realnie wynika.
Co zapamiętać przed wizytą w salonie
Jeśli miałbym wybrać jedną konfigurację do polskich warunków, celowałbym w Executive z 1.6 T-GDI i automatem; 4WD brałbym tylko wtedy, gdy faktycznie wyjeżdżasz poza asfalt albo zimą regularnie masz trudny dojazd. To najbardziej uczciwy kompromis między ceną, komfortem i tym, co Kona rzeczywiście potrafi.
Na końcu zostaje jeszcze gwarancja: 5 lat bez limitu kilometrów i 8 lat lub 160 000 km na baterię wysokiego napięcia robią z tego auta propozycję rozsądną nie tylko dziś, ale też po kilku sezonach użytkowania.